Wszędzie twarze różnych facetek i facetów. Jeden wygląda jak android - sztywny wzrok, sztywna szyja, na nosie okularki w drogich oprawkach. Duży jest i straszy na skrzyżowaniach. Inna twarz znowu nalana, puszysta i gapi się na mnie z głupim uśmieszkiem, gdy czekam na czerwonym świetle.
Ale gęba
Samochód to taki teatr jednego aktora. Albo raczej nieme kino. Jedzie auto jakieś za mną, spoglądam w lusterko i takie coś: facjatę jakiejś damy młodej widać, szczęka się porusza, gęba daje rozmaite znaki na skos, oczy mało nie rozerwą mojego „renałta” na strzępy - czyli mówi się. Osobę widać, ale głosu nie słychać. No bo to jest monolog samochodowy. Z zasady swej krótki i niecenzuralny. I bogaty zawsze w dodatki natury mimicznej. Oto przykłady:
Pustelnia
W maju pisałem Wam o zakonie kamedułów w Bieniszewie k. Konina, który odwiedziłem w styczniu 2005 (wpis Milczałem z pustelnikami). Dziś chcę przypomnieć reportaż, jaki wówczas powstał.
Kobiety są dzielne
Na wsi byłem dzisiaj z darami dla wielodzietnych rodzin. Cały pogięty psychicznie wróciłem. Dzieciaki się cieszyły, bo dostały mnóstwo zabawek. To był dla nich szok. Oczywiście, dzięki Wam, naszym Czytelnikom. Znowu spora grupa fajnych ludzi zarzuciła mnie worami prezentów. Wielkie dzięki!!! Ubrania, zabawki, kosmetyki. Nawet lakiery do paznokci i podpaski tam były, nie mówiąc o szamponach, mydłach, kaszkach, makaronach itp.
Znowu o pawiu, czyli kraj chama i cwaniaka
Do wpisu „Karate paw” otrzymałem dwa komentarze. Jeden z nich usunąłem, bo są granice paranoi i dobrego smaku, których nawet ja nie przekraczam. Odpowiadam zatem na drugi komentarz, który zamieścił mój wierny blogowy Czytelnik Jaro. To co poniżej, kieruję bezpośrednio do niego, ale korzystając z okazji, zwracam się także do innych Czytelników, których mógł urazić użyty przeze mnie zwrot „chamski kraj”. Jeśli poczuliście się Państwo obrażeni - PRZEPRASZAM.
W obsesji cieniu
Wróciłem sobie
Karate paw
Nasze miasto zorganizowało Mistrzostwa Świata w karate. Polscy zawodnicy imprezę wygrali już pierwszego dnia. Ale przegrali ją miejscowi ochroniarze. W moich oczach przegrali. Najpierw jeden facet z wąsem, chudy, wysoki, kościsty, złapał mnie za pas niczym tancerz z Zespołu Pieśni i Tańca Pasieka i zaczął ciągnąć do tyłu.
Milicjant na Parówie
Kiedy miałem siedem lat po raz pierwszy w życiu zobaczyłem biegnącego milicjanta. Biegł za mną.
Było tak.





