C.B. siedzi
Zawsze niesamowite są dla reportera sytuacje, kiedy temat wraca do niego po latach. Oznacza to, że puszczony w obieg tekst żył własnym życiem i że był prawdziwy. Wywoływał prawdziwe emocje. Właśnie coś takiego przydarzyło mi się w ostatnim czasie kilka razy.
Najpierw był więc powrót oszusta. Powrót niechlubny, ale godny opisania choćby dla pokazania skuteczności polskiego sądownictwa, w które mało kto wierzy. Tym razem sąd (w Aleksandrowie Kujawskim) nie dał się oszustowi Krzysztofowi C.B. wystawić do wiatru (jak kilka innych sądów wcześniej) i skazał go na karę 2 lat więzienia. Tym razem bez warunkowego zawieszenia.
Oczywiście C.B. zaszył się gdzieś w Polsce, ale został namierzony i podany sądowi na tacy przez jednego z oszukanych. Słyszałem, że już siedzi za kratkami i że odwieszono mu poprzednie kary. Podobno nazbierało się tego ok. 6 lat.
Może dla ofiar oszusta (zajmującego się m.in. „rozwodami kościelnymi”) jest to jakieś pocieszenie, ale dla mnie nie. Facet jest na państwowym wikcie (z naszych podatków) i państwo płaci na jego utrzymanie co miesiąc ok. 1800 złotych, a ja wątpię, by gość wyciągnął jakieś sensowne wnioski ze swojej odsiadki.
Tak czy owak siedzi.
Napisałem o nim dwa reportaże: Czyściciel małżeńskich kont oraz (wspomniany pwrót tematu) Rumiane życie oszusta. I jeszcze chyba będę musiał dopisać jakiś króki tekst o zatrzymaniu i odsiadce tego pana.

